|
Operacja "Estoril - 2010", czyli kolejne Wicemistrzostwo
Świata
naszych Niesłyszących szachistów.
W dniach 03-13.06.2010 w Estoril (Portugalia) odbyła się XVI Olimpiada
Niesłyszących w szachach kobiet i mężczyzn. Wystartowało w niej 17 drużyn
męskich i 7 kobiecych. Po pierwszej rundzie wycofać się musiała ekipa męska
z Indii, gdyż jej skład nie odpowiadał obowiązującym przepisom ICIS. Po raz
pierwszy w historii wystartowało dwóch zawodników z kategorią arcymistrza
Gruenfeld Yehuda (Izrael) - 2469 ELO i Klaric Zlatko (Chorwacja) mający
ranking 2401 ELO. Ponadto 3 zaodników miało tytuł Mistrza Międzynarodowego,
a kolejnych trzech - mistrza FIDE. Polska drużyna miała VI ranking wśród
startujących zespołów i przed startem zakładaliśmy, że jesteśmy w stanie
zająć V-VI miejsce. Po cichu jednak liczyliśmy na medal. Siłą polskiej
drużyny była młodość, mieliśmy najmłodszy skład pośród wszystkich
startujących zespołów.
Przygotowania do startu w Olimpiadzie szachowej zaczęły się od Mistrzostw
Polski Niesłyszących w szachach w Rzeszowie, które sensacyjnie wygrał
14-letni Mateusz Łapaj reprezentujący Śląski KSN Rybnik. W oparciu o wyniki
MPN powołano skład kadry Polski na tygodniowe zgrupowanie we Wiśle. Trenerem
reprezentacji Polski został mistrz FIDE Stanisław Kornasiewicz, a
kierownikiem
Wiceprezes PFSN - Aleksander Kubin. Zawodnicy Arkadii Otwock w tym K.
Chęciak uważali, że należy powołać na zawody osoby mające najwyższy ranking,
(Chojnowski, Czech, Marczukiewicz) tylko w takim przypadku, po co było
organizować eliminacje i finały MPN w szachach???Z powodów finansowych
wypadł z kadry czołowy szachista Marcin Chojnowski, któremu PFSN musiałaby
zabezpieczyć przewodnika na czas olimpiady z powodu jego znacznej wady
wzroku. Na zgrupowanie nie stawił się też (bez
usprawiedliwienia) Chęciak Krzysztof, który zbojkotował przygotowania do
olimpiady. Zgrupowanie w ośrodku przygotowań olimpijskich "START" w Wiśle
zaczęło się od podważania kompetencji trenera kadry przez zawodnika Jerzego
Strzeleckiego, który zarzucił trenerowi brak kwalifikacji. Czegoś takiego
zarówno trener jak i kierownik zgrupowania jeszcze w swojej długoletniej
działalności nie przeżyli. Po naradzie kierownictwo zgrupowania
zaproponowało panu Strzeleckiemu wyjazd do domu względnie udział w
zgrupowaniu
na zasadach ustalonych wcześniej przez PFSN. Ostatecznie J. Strzelecki
zobowiązał się do udziału w zajęciach. Po raz pierwszy w historii zgrupowań
szachowych mieliśmy do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt wizualny
(laptopy, rzutnik) oraz bogatą bazę danych mieszczącą blisko 4,5 mln partii
szachowych, co potem zaprocentowało na olimpiadzie w Estoril.Po przylocie do
Lizbony, zakwaterowano nas w trzygwiazdkowym hotelu "SANA", gdzie do
dyspozycji mieliśmy pokoje dwuosobowe z łazienką i wspaniałym widokiem na
Ocean Atlantycki. Jedna z sal hotelu poświęcona była
Mistrzowi Świata w szachach, Aleksandrowi Alechinowi(01.11.1892-24.03.1946).
Alechin, bowiem pod koniec życia mieszkał w Estoril, gdzie zmarł na atak
serca w pokoju hotelowym. Pochowano go w Paryżu.Turniej zaczęliśmy od
wygranej z gospodarzami imprezy drużyną Portugalii 3,5:0,5. Swoją partię ze
słabym John Simoes, zremisował grający od początku, bardzo asekurancko Jerzy
Strzelecki. Z drużyną Niemiec padł remis 2:2, a w III rundzie po fatalnym
błędzie 18 letniego Macieja Szalko przegraliśmy wysoko z Rosją 0,5:3,5.
Kolejna IV runda, w której wylosowaliśmy zespół Anglii; zaczęła
się od potężnej awantury z powodu ekipy Polski, bowiem zażyczył sobie grać w
reprezentacji Polski i to na I szachownicy przybyły wcześniej do Estoril
Krzysztof Chęciak, który zażądał też powierzenia mu funkcji kapitana
drużyny. Funkcja kapitana jest o tyle istotna, że to kapitan w porozumieniu
z trenerem, ustala skład przed kolejnymi meczami. Skład ekipy do meczu z
Anglią został zgłoszony bez kolegi K. Chęciaka do sędziego głównego dzień
wcześniej przez kapitana reprezentacji Mariusza Ćwieka, ale Prezes ICSC
Michaele Visco złamał kodeks FIDE i wbrew wszelkim regulaminom postanowił,
że kapitanem drużyny Polski, będzie właśnie K. Chęciak i on ma prawo gry w
reprezentacji Polski. Wiceprezes PFSN Aleksander Kubin po konsultacji
telefonicznej z Zarządem PFSN zadecydował o wycofaniu ekipy polskiej z
turnieju. Jego decyzji nie podporządkował się Jerzy Strzelecki i Maciej
Szalko, którzy zdecydowali się grać w turnieju. Pozostali zawodnicy wraz z
kierownikiem opuścili salę gry.
Mecze IV i V rundy z Anglią i Ukrainą w 3 osobowym składzie, ostatecznie
ekipa Polski wygrała po 2,5:1,5 mimo braku jednego zawodnika. Po rozmowach z
Zarządem PFSN, Wiceprezes A. Kubin podjął starania o zawarcie porozumienia,
co do dalszych startów z K. Chęciakiem w składzie jako kapitanem drużyny i
ostatecznie takie porozumienie zawarto. Dzień przerwy w zawodach dobrze
wpłynął na naszych zawodników. Organizatorzy zorganizowali nam objazdową
wycieczkę autokarami po najciekawszych miejscach ważnych historycznie dla
Portugalii. Byliśmy, więc w miejscowości Sintra,
która słynie z kilku znaczących zamków. Na szczycie wzgórza są ruiny zamku
Maurów, którzy okupowali tereny dzisiejszej portugalii do XII wieku. W samym
centrum Sintry mieści się zamek królewski, w którym rezydowali królowie
portugalscy. Kolejnym miastem była Mafra, gdzie znajduje się XVIII wieczny
klasztor wybudowany przez króla Jana V ze złota brazylijskiego dla swojej
żony w podzięce za urodzenie syna. W klasztorze znajduje się największa w
Portugalii biblioteka licząca 40.000 cennych książek oprawionych w skórę. Po
smacznym obiedzie w miejscowości Eiceira leżącej nad oceanem Atlantyckim,
połączonym z konsumpcją portugalskiego wina, pojechaliśmy zwiedzić centrum
Lizbony, w tym między innymi katedrę gdzie są pochowani królowie
portugalscy. Coś jak nasz Wawel w Krakowie.
Wyjazd podbudował nas psychicznie i uspokoił. Uzgodniona z PZSG umowa o
współpracy dodatnio wpłynęła na zespół. O tylko "srebrnym" medalu
zadecydował mecz z Chorwacją lub inaczej fatalny nos Krzysztofa Michalczuka
oraz kapitana drużyny K.Chęciaka, którzy na tak ważny mecz wystawili
najsłabszego w ekipie Macieja Szalko zamiast czterokrotnego Mistrza Polski -
Mariusza Ćwieka. Mecz z Chorwacją ostatecznie przegraliśmy 1,5:2,5.
Ostatecznie o medalu zadecydowały ostatecznie trzy ostatnie rundy. O
wygranych
z Węgrami, Włochami i Serbią zadecydowało świetne przygotowanie zawodników,
Łapaja Mateusza i Mariusza Ćwieka przez trenera Stanisława Kornasiewicza.
Komplet punktów na III i IV szachownicy w trzech ostatnich meczach i
tradycyjne 0,5 pkt kolegi Strzeleckiego w każdym z trzech w/w powyższych
meczy to były pewne 2 punkty w ostatecznej klasyfikacji. Duży wpływ na taki
a nie inny wynik miała zmiana przepisów FIDE dotyczących ostatecznego układu
tabeli
mistrzostw, bowiem według starych przepisów preferujący małe punkty,
zajęlibyśmy VII lokatę, nowy system dający drużynie za wygraną w meczu 2 pkt,
a za remis 1 pkt dał nam trzeci w historii występów w olimpiadach szachowych
srebrny medal. Poprzednio reprezentacja Polski zdobywała srebro w roku 1958
w Londynie (Anglia), oraz w 1992 w Vesprech (Węgry).Podsumowując
indywidualne starty zawodników na pierwszym miejscu trzeba
podkreślić bardzo dobrą podstawę 14-letniego Mateusza Łapaja, który nie
przegrał żadnej partii, uzyskując 6 punktów z 7 partii. Bardzo silnym
punktem drużyny był na IV szachownicy Ćwiek Mariusz, to jego świetna gra w
końcowych meczach dała naszej drużynie "srebro".
Maciej Szalko z Lubartowa reprezentujący obecnie klub Arkadia Otwock miał
jedną naprawdę dobrą partię z reprezentującym Ukrainę, Wicemistrzem Świata
juniorów Tarasem Ovecharovem, którego rozgromił. Pozostałe wygrane ze
słabymi zawodnikami Portugalii oraz Anglii, były raczej formalnością.
Zawodnicy Krzysztof Chęciak i Jerzy Strzelecki uzyskali przyzwoite wyniki,
ale z ich strony liczyliśmy na znacznie więcej.W ramach Olimpiady odbyły się
też I Indywidualne mistrzostwa świata w szachach błyskawicznych. Bardzo
dobry wynik uzyskał w nich Mariusz Ćwiek zajmując IV miejsce i zdobywając
nagrodę pieniężną w wysokości 100 euro, pokonując między
innymi arcymistrza z Izraela G. Yehuda, Polaka z pochodzenia. W czołówce
mógł też znaleźć się nasz młody Łapaj Mateusz, ale w jednej z partii, mając
ogromną przewagę, zabił króla przeciwnika, a w szachach króla się nie bije,
przez co stracił szanse na miejsce w czołówce. Wielkiego pecha miał nasz
młody Maciej Szalko, który wygrał partię z kolegą klubowym K. Chęciakiem,
ale wpisał błędny
wynik meczu, przez co praktycznie stracił szanse na czołową lokatę. Zawody
wygrał dwukrotny Mistrz Świata Niesłyszących Mistrz Międzynarodowy Siergiej
Salov reprezentujący Niemcy.
W trakcie trwania mistrzostw odbył się też 30 Kongres ICSC. W Kongresie
wzięło udział 27 państw. Delegatami reprezentującymi Polskę byli Tomasz
Gumiński i Krzysztof Michalczuka. Delegaci ze strony PFSN Aleksander Kubin i
Mariusz Ćwiek, decyzją Prezydenta ISCS G. Vico mieli status obserwatorów bez
prawa głosu. Na członków przyjęto w trakcie Kongresu 3 nowe kraje,
Chorwację,
Hiszpanię i Izrael. Zaraz na pierwszy ogień poszła sprawa Polski. Sekretarz
ICSC Philip Gardnem stwierdził, że zgłoszenie PFSN o przyjęcie na członka
organizacji przyszło za późno i było nieformalne. Tomasz Gumiński, który po
nim zabrał głos, przedstawił, jaka jest teraz sytuacja sportu Niesłyszących
w Polsce. Stwierdził, że w Polsce na równych prawach działają 3 organizacje:
PFSN, PZSG, PZOG. Na pytanie delegata z Serbii czy PZOG ma poparcie i pomoc
finansową Ministerstwa Sportu, skłamał, że tak. Ani słowem tez nie
wspomniał, że zarówno PZSG jak i PZOG liczą tylko kilka klubów. Na prośbę o
głos
obserwatora z ramienia PFSN A. Kubina, który chciał wyjaśnić zebranym
delegatom sytuację w sporcie niesłyszących w Polsce oraz wyjaśnić, kogo
finansuje MSiT, na co miał przy sobie odpowiednie kopie dokumentów, wobec
veta Tomasza Gumińskiego i K. Michalczuka nie został dopuszczony do głosu.
Po głosowaniu, w którym 16 krajów było za przyjęciem PZOG na członka ICSC
przy 11
wstrzymujących się od głosu, delegacja, PFSN opuściła salę, gdyż nie było
sensu dalej uczestniczyć w Kongresie. Kongres wybrał też nowe władze w
osobach:
Prezes ICSC - Michaele Vico (Włochy)
Wiceprezes - Philip Gardnem (Anglia)
Sekretarz - Rafael Pinches (Izrael)
Członek - Pawel Parfenow (Rosja)
Członek - Krzysztof Michalczuka (Polska)
Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o brązowym medalu w kategorii kobiet
zdobytym przez nasze panie Jolantę Strześniewską i Ewę Wardziak, które
przyjechały częściowo za środki własne. Turniej kobiet nie miał rangi
Mistrzostw Świata ze względu na udział tylko 7 ekip. Zawody wygrała Rosja
przed Ukrainą z bardzo dużą przewagą nad pozostałymi ekipami. O sukcesie
polek zadecydował dobra postawa Ewy Wardziak, która wygrała między innymi z
Gonchar
Svietlaną, byłą Mistrzynią Świata z 2000 roku, obecnie trenerką i
zawodniczką rezerwową Ukrainy. O poziomie kobiecego turnieju świadczy fakt,
że tylko 2 zawodniczki z Rosji miały tytuły międzynarodowe, a reszta pań to
czyste amatorki, traktujące szachy jako hobby.Imprezę zakończył bankiet
połączony z rozdaniem pucharów i nagród pieniężnych za turniej
błyskawicznym. Polska ekipa z dwoma 90 cm pucharami oraz nagrodą pieniężną
dla M. Ćwieka prezentowała się jako jedna z potęg światowych szachów. Było
to dla nas miłe, ale wiemy, że to tylko "kolos na glinianych nogach"
zwłaszcza wobec przyjęcia do struktur ICSC Polskiego Związku Olimpijskiego
Głuchych, który nie ma środków na zabezpieczenie ziałalności sekcji
szachowych w Polsce, nie wspominając tu o stypendiach dla
kadrowiczów, materiałach szkoleniowych, trenerach, czy działaczach. Szkoda,
że osobiste ambicje oraz nieodpowiedzialność niektórych działaczy,
doprowadziły do sytuacji, że sport szachowy wśród Niesłyszących w Polsce
wpadnie w marazm na kilka kolejnych lat.
|